Zarejestrowałam się ostatnio w popularnym serwisie randkowym. Ponieważ zrobiłam to raczej ze złości i żalu, a nie po to, żeby rzeczywiście znaleźć partnera, nie zawracałam sobie głowy tworzeniem skomplikowanego profilu. Ograniczyłam się do wrzucenia zdjęcia i wpisania kilku cech charakteru, które uznałam za najbardziej odpowiednie w danym momencie życia.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy w mgnieniu oka zostałam zarzucona wirtualnymi męskimi propozycjami. Panowie a to słali mi oczka, a to uśmiechy, a to zapraszali na spacer lub - ale koniecznie i jak najszybciej - na spotkanie. Część z nich - tak wynikało z opisów - szukała niezobowiązującego romansu.
Przez pewien czas myślałam sobie miło, że główną przyczyną powodzenia jest moja uroda. Aż przypomniałam sobie, jakie to cechy wpisałam w ankiecie.
Były to: silna, niezależna, odważna.
Być może dzięki mojemu wykształcaniu, być może dzięki naturalnym zdolnościom, dość dobrze rozróżniam znaczenie słów. Kiedy piszę "niezależna", znaczy to, że sama się utrzymuję, a opinie - czy to zasłyszane na ambonie, czy wyczytane w gazecie lub książce - dobrze przemyślę zanim uznam za zbieżne z moimi.
"Odważna" to dla mnie ni mniej ni więcej, tylko osoba, która za młodu poradziła sobie w obcym mieście, dość dobrze rozwiązuje własne problemy, a kiedy dzieje się coś złego, na wszystkie strony szuka rozwiązań, w tym niełatwych (na przykład z uporem dzwoni do pracodawców w innym obcym mieście).
Za cholerę nie mogę więc zrozumieć, czemu panowie odczytywali te cechy jako: bezpruderyjna i szukająca niezobowiązującego romansu.
Nie chcę szukać łatwych i stereotypowych tłumaczeń, że to kwestia męskiej psychiki. Może to raczej problem współczesnego języka, w którym zaletą staje się owijanie w bawełnę, szukanie pięknych nazw dla brzydkich cech i nieprzyjmowanie do wiadomości, że "czarne jest czarne, a białe - białe".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz