Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykoncepcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antykoncepcja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 stycznia 2009

Rodzina listem silna

Wydarzeniem mijającego tygodnia był list duszpasterski Episkopatu Polski, traktujący między innymi o in vitro. O liście usłyszałam jeszcze przed udaniem się na niedzielną mszę, od pana W., który z kolei usłyszał o tym od swojej mamy. Tego samego dnia informacje o biskupim przesłaniu znalazły się w telewizyjnych wiadomościach i na portalach internetowych, nazajutrz swoje komentarze zamieściły gazety. Jednym słowem - poruszenie.

Przypomnę w skrócie to, co wie każdy, kto żyje w Polsce, ma oczy i uszy. List - odczytany z okazji uroczystości Świętej Rodziny - oznajmiał, że metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym, stanowi dowód konsumpcjonizmu i egoizmu rodziców pragnących dziecka wbrew swojemu przeznaczeniu. Biskupi pisali również o słabości rodziny gnębionej między innymi przez plagę rozwodów.

Dorzucę mały kamyczek do ciekawej dyskusji na łamach.

Na świecie żyje 3,5 mln dzieci narodzonych metodą in vitro. Dzieci molestowane seksualnie przez członka rodziny lub dobrego tej rodziny przyjaciela stanowią ok. 10 procent populacji. Kościół ignoruje ten temat - drastyczny i bolesny. Znam historię spowiedzi, podczas której dziewczyna wyznająca, że ma w rodzinie problem z nadużyciami seksualnymi , usłyszała tylko pytanie: "a czy doszło do naruszenia dziewictwa?". Na szczęście nie doszło. Ksiądz zakończył rozmowę. Tyle.

Rozwody to inna bajka. Jako córka rozwiedzionych rodziców jestem orędowniczką trwałości małżeństwa. Trudno jednak osiągnąć tę trwałość, gdy podczas tzw. nauk przedmałżeńskich więcej mówi się (gwoli uczciwości - słyszałam od znajomych, że to się jednak zmienia) o kalendarzyku, niż o sposobach rozwiązywania konfliktów i porozumiewania się bez agresji.

Skądinąd moja przyjaciółka, która nauki przedmałżeńskie odbyła w Paryżu (udzielał ich malowniczy, czarny jak heban ksiądz imigrant z Kongo - Francja ma problem z ilością powołań), wspomiała, że antykoncepcji poświęcone było jedno krótkie spotkanie. Ksiądz uważał, że ważniejsze jest, aby młodzi - zanim złożą przysięgę - uświadomili sobie, czy wyznają podobny system wartości i ustalili podział obowiązków domowych.

Nie twierdzę, że in vitro nie jest problemem do dyskusji. Wolałabym jednak, żeby zajęła się tym komisja do spraw bioetyki. I wolałabym też, aby Kościół nie piętnował ludzi szczęśliwych dzięki narodzinom wyczekanego dziecka. Jest wiele innych, trudnych i wymagających "białych plam", od których można zacząć uzdrawianie polskiej rodziny.

piątek, 5 grudnia 2008

You shall not pass!

Na fali kryzysu emocjonalnego (nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, wszyscy znajomi są zajęci wieczorami...) postanowiłam zalogować się w jakimś sypmatycznym serwisie, gdzie będę mogła poznać miłych ludzi. Na wyjazd i na gadanie.
Wybrałam serwis Przeznaczeni.pl reklamujący się jako "serwis ludzi z wartościami". Same plusy. Wartości uważam za potrzebne w życiu. Użytkownikami serwisu generalnie są ludzie o śwatopoglądzie katolickim, ale bez ortodoksji. Poza tym płaci się tam za pełną rejestrację, co daje gwarancję, że głupstw i obsceny nie będzie. Nie znam nikogo, kto chciałby zapłacić 100 zł za - powiedzmy - prezentację w internecie swojego członka. W dobie kryzysu i ekshibicjonizm ma granice.
Zresztą serwis jest porządnie moderowany. Kliknęłam więc i weszłam na stronę rejestracji. I tu zaskoczenie: aby stać się członkiem społeczności, trzeba - oprócz podania swoich danych - odpowiedzieć na kilka pytań.

"Czy szanujesz nauczanie Kościoła dotyczące aborcji i ochrony życia poczętego?"
"Czy szanujesz nauczanie Kościoła dotyczące antykoncepcji?"
"Czy szanujesz nauczanie Kościoła dotyczące czystości przedmałżeńskiej?"

Zaskoczył mnie taki zestaw pytań. W końcu wartości jest o wiele więcej. Dlaczego nie zapytać "Czy płacisz podatki?", "Czy nie jeździsz samochodem po pijanemu?" "Czy uczciwie pracujesz na rzecz tego, kto ci daje pensję, a nie surfujesz po internecie w godzinach 8-16?". Chętnie dowiedziałabym się, co na ten temat myśli osoba, którą mam poznać.

Zamiast tego czekało mnie jednak kolejne zaskoczenie, czyli zbiór odpowiedzi: szanuję - nie szanuję - nie mam zdania.

Zastanowiłam się chwilę. Najchętniej bym zaznaczyła "szanuję, ale nie podzielam" lub "szanuję, w niektórych przypadkach podzielam, ale w innych - chętnie bym podyskutowała". Niestety, opcja, w której ktoś z szacunkiem odniesie do poglądów odmiennych niż własne, nie została przewidziana. Ponieważ nie chciałam robić z siebie oportunistki, a przy okazji kłamać, że nie mam zdania (bo mam), zaznaczyłam - niechętnie, bo też nie odpowiada to prawdzie, ale wydało mi, że w ten sposób zinterpretowaliby moje słowa autorzy pytań - "nie szanuję".

I tu niespodzianka. Taka odpowiedź nie pozwala mi na rejestrację w serwisie Przeznaczeni.pl. Brak zdania byłby dopuszczalny, konkretna, uczciwa odpowiedź - już nie. Pytania, a szczególnie zaproponowane odpowiedzi pokazały mi, że nie mam czego szukać w sferze ludzi z wartościami.

Podkuliłam ogon. Pomyślałam, że chyba teraz muszę szukać głębszych uczuć znajomych w popularnych serwisach towarzysko-randkowych, których - i to akurat jest pełna prawda - nie szanuję.