poniedziałek, 9 lutego 2009
Action: Jesus!
Tym, którzy nie znają, podrzucam:
Jesus Christ Action Figure
A swoją drogą pada tam hasło, które jest jedną z lepszych metafor współczesnego mieszania konsumpcji z duchowością:
"Cross not included!"
wtorek, 3 lutego 2009
Casanova w bamboszach?
Tak się złożyło, że niedawno weszłam w rolę "Ciotki Dobra Rada" i napisałam cykl artykułów poradnikowych dla internautów 50+ (serwis Onetu Przez pokolenia). Były tam porady, jak układać stosunki z wnukami, jak przygotować się do starości, jak realizować pasje na emeryturze. I był tam artykuł o seksie.
Nic perwersyjnego, najostrzejszym słowem, jakie się w nim pojawiło, była "erekcja". Udało mi się nawet - ku zaskoczeniu koleżanki - napisać tekst beż użycia słowa "penis". Było za to o czułości, miłości do partnera i do własnego, zmienionego przez czas, ciała.
A jednak rzecz czekała na publikację jakieś 5 dni. Jak na portal - to wieczność. Znajoma z Onetu napisała mi, że tekst był "odważny". Obgadując to z K. (jak Krytyczka), doszłyśmy do wniosku, że:
- taki sam artykuł traktujący o dwudziestolatkach poszedłby natychmiast
- odkrycie seksualności starszych ludzi jest dla społeczeństwa szokiem (tak jak szokujące było - i pewnie jest nadal - ujrzenie istoty seksualnej w dziecku)
- i że starszych ludzi w zaskakujący sposób infantylizuje się.
I tak jak trzeba było mentalnej rewolucji, żeby "uczłowieczyć" dzieci, tak trzeba jeszcze większych chyba zmian, żeby wyzwolić się od wizerunku babć i dziadków w bamboszach. A przecież obecni "seniorzy" (jak na przykład moja mama) odlegli są od takiego stereotypu jak od Australii.
Więc ja chętnie z Ciotki Dobra Rada przekształcę się w "ciotkę rewolucji" i zaproponuję jako pierwszą lekcję wywiad z Esther Vilar, dramatopisarką, autorką manifestu o starości.
A drugą lekcją niech będzie książka Isabel Allende "Afrodyta" (kupiłam, o dziwo, na wyprzedaży w Tesco). Rzecz o sztuce życia, smakach i afrodyzjakach, napisana przez pięćdziesięcioletnią chilijską pisarkę z pomocą jej... osiemdziesięcioletniej matki i siedemdziesięcioletniego zaprzyjaźnionego grafika.
Bo umówmy się, ostrygi do bamboszy nie za bardzo pasują...
poniedziałek, 2 lutego 2009
Gulasz z turula dla desperado
Dziś na przykład układałam przykładowe menu, które stanowi content powstającej właśnie strony internetowej. Nieskromnie przyznam - choć może to był efekt postępującego przeziębienia i gorączki - że sama się pośmiałam z tej biurowej głupawki. Ale nikogo nie zmuszam...
PODSTRONA MENU
Marzysz o podróżach, ale nie możesz dostać urlopu? Nic straconego, w [tu nazwa placówki] każdego dnia możesz odbyć podróż… kulinarną. W ramach Kuchni świata oferujemy wybór egzotycznych potraw. Zamów – i w drogę!
Poniedziałek: dzień meksykański
Burito: 10 zł
Taco: 10 zł
Desperado: 10 zł
Wtorek: dzień włoski
Capo di spaghetti: 10 zł
Sałatka z frutti di mare boni macaroni: 10 zł
Smażone zielone pomidory: 10 zł
Środa: dzień węgierski
Gulasz z turula: 10 zł
Palinka bezalkoholowa: 10 zł
Red hot chili peppers: 10 zł
Czwartek: dzień chiński
Jaskółcze gniazda: 10 zł
Pies, który przewrócił wazon: 10 zł
Zielona herbata księżniczki o włosach jedwabnika: 10 zł
Piątek: dzień japoński
Sushi: 10 zł
Inne sushi: 12 zł
Zen sushi: zabrakło, prosimy czekać w spokoju
czwartek, 29 stycznia 2009
Bohaterka
Pewnie ładnie byłoby napisac, że nikogo to nie powinno dziwić, że to zwykła postawa obywatelska, a nie news do radia. Problem w tym, że kobieta - i jej mąż - są bezrobotni. Na utrzymaniu mają czwórkę dzieci.
I w takim kontekście to, co zrobiła, jest dla mnie niczym innym jak bohaterstwem.
niedziela, 25 stycznia 2009
Kantata dla Agory
"Twórczość Rubika w żadnym aspekcie nie jest materiałem, który mógłby zainteresować badacza muzycznej teraźniejszości. To hochsztaplerka, niestety, bardzo charakterystyczna dla naszych czasów. I niebezpieczna, bowiem kompozytorzy wszelkiej maści muzyki "lekkiej, łatwej i przyjemnej" coraz częściej zostają namaszczani przez media i wytwórnie płytowe na twórców muzyki poważnej, którym udaje się odnieść sukces komercyjny. Bzdura."
i
"Piotr Rubik to jeden z najpopularniejszych polskich kompozytorów muzyki instrumentalnej, teatralnej i filmowej. Jego koncerty gromadzą tłumy, a płyty sprzedają się jak "świeże bułeczki".
Oba cytaty pochodzą z "Gazety Wyborczej". Pierwszy to fragment artykułu Jacka Hawryluka "Publiczność chętnie da się nabrać” (GW nr 254 z 30.10.2006), wyjątkowo ostrej, nawet jak na standardy Gazety, krytyki kompozytora "sacro-disco". Drugi cytat jest reklamą "Wielkiej kolekcji" przebojów Piotra Rubika ukazującej się obecnie w... "Gazecie Wyborczej".Niespełna dwa lata temu na łamach GW roiło się od artykułów wyszydzających Rubika. Dziennikarze - oprócz Hawryluka m.in. Handzlik i Sankowski - operowali określeniami typu: kicz, pioseneczka, badziewie, obciach, i stawiali kompozytora kantat w jednym szeregu z Dodą i Ich Troje. Trend był tak silny, że z moją ówczesną współlokatorką - jakkolwiek nie jesteśmy fankami Rubika - współczułyśmy artyście i zastanawiałyśmy się, komu musiał się narazić (lub jak lukratywny kontrakt podpisać), że aż tak obrywa od Agory.
Zakładam, że ów domniemany kontrakt został zerwany. Dziś to na Czerskiej wydawane są utwory Piotra Rubika. "Gazeta Wyborcza" strzeliła sobie wyjątkowo pięknego samobója, decydując się na ten muzyczny dodatek i "zapominając" o własnej nagonce sprzed półtora roku. Moje pierwsze przypuszczenie było takie: wykończona kryzysem Agora postanowiła podreperować sprzedaż, a więc pochlebia masowym gustom. Dziś jednak pomyślałam, że równie prawdopodobna jest druga hipoteza - medialny gigant inwestuje w Rubika, żeby wkrótce zażądać kantaty na własną cześć.
wtorek, 20 stycznia 2009
Ostateczny transport jedzenia
"Rozwiązanie zapewniające ostateczny transport".
Niby nic, pewnie kalka w tłumaczeniu, a jednak jakoś źle mi się kojarzy...
piątek, 16 stycznia 2009
Heil, Słoneczko! Odsłona druga
Ostatnio zauważyłam, że okrzyk "Heil Hitler!" pojawia się nie tylko rano, ale i o zmroku, przy zasłanianiu okna. Pomyślałam, że ani chybi jest on sprzężony z charakterystycznym ruchem, jaki wykonujemy przy zaciągniu zasłon - wyrzucania ręki przed siebie i w górę. Być może ruchem zaobserwowanym w jakimś historycznym filmie...
